skomentuj (0)
2009-03-16 21:09:03 Właściwie, to natchnęła mnie Miya
Bo wieczór jest piękny. I ten, i poprzednie dwa tak samo. Urwałam się z rosyjskiego, żeby sobie na niego popatrzeć, i na światła Warszawy, i na Pałac Kultury, i w ogóle tak popatrzeć (zatrzymałam się na pierwszym stopniu podziemnego przejścia patrząc na ulicę przede mną. Dzisiaj była niezwykła w moich oczach; pewnie dlatego, że przez kilka ostatnich dni wzrok, tak jak umysł, mam dziwnie podwojony).
I to przez te smsy. Te z Miyą. Które skończyły się zwierciadłem, (bo ja lubię patrzeć w zwierciadła) bo oczy są zwierciadłem duszy, a poza tym po prostu są zwierciadłem. A lubię zwierciadła (swój wzrok w nich)
bo choć ich głównym celem jest pokazanie odbicia, zawsze można zobaczyć w nich coś (Coś)
więcej.
To trochę jak nałóg, oglądam się w lustrze (narcyzm) ale nie dlatego, że oglądam siebie, tylko oglądam (odbicia) to, co tam widać, (siebie i więcej/mniej niż siebie) a widać różne rzeczy. Więc oglądam lustra, szyby, wystawy, cudze oczy. (zwłaszcza oczy) Oczy to specyficzne zwierciadła. (są żywe) I chyba dlatego najbardziej je lubię. (lubię patrzeć, a nie samo "lubię")
Lubię obserwować. Czy robię to dobrze jest dyskusyjne, (wszystko jest) ale naprawdę to lubię. Lubię sobie wyobrażać własne oczy (to jest NARCYZM)
takie uważne, jakbym naprawdę była obserwatorem. Obserwator żywych zwierciadeł.
Cóż za śmieszny tytuł.
(Chyba za dużo Kinga czytam)
skomentuj (2)
2009-02-24 22:00:28 Oaza "Co się stało z moimi dwiema wróżkami? Pewnie wyszły za mąż. Ale czy się zmieniły? Z dziewczyny stać się kobietą to sprawa poważna. Co robią w nowym domu? Jakie je łączą stosunki z chwastami i żmijami? W jakiś sposób były związane z całym światem. Ale nadchodzi dzień, kiedy w dziewczynie budzi się kobieta. Marzy, by postawić komuś piątkę. Ta piątka leży na sercu. Wtedy właśnie zjawia się jakiś głupiec. Po raz pierwszy przenikliwe oczy mylą się i stroją przybysza w piękne piórka. Jeśli głupiec mówi wiersze, dziewczyna ma go za poetę. Sądzi, że ma zrozumienie dla szpar w podłodze, że lubi mangusty, ze pochlebia mu ufność żmii, która pod stołem, koło jego nóg, się kołysze. I oddaje serce, które jest zdziczałym sadem, temu, kto lubi tylko strzyżone parki. I głupiec bierze księżniczkę w niewolę."
"Ziemia, planeta ludzi", Antoine de Saint-Exupery.
.
Koniec przemyśleń.
skomentuj (0)
2009-02-14 16:30:38 Coś mi musiało się przyśnić
...bo byłam przekonana, że napisałam tu już kolejną notkę. Ale nocne widzenia ostatnio przytłumiają mi rzeczywistość.
Na przykład poznałam Ademaro.
Ademaro to bohater z prostego i dość... tandetnego filmu "Księżniczka i żebrak".
Właściwie to był w nim księciem.
I nie, nie wiem, czemu dostałam takiego kręćka na ten film, ale cały czas zawzięcie kibicowałam Ademaro. Był cudny. Adam porównał go do wikinga, albo jakiegoś Juta. Najwyraźniej mam słabość do barbarzyńskich typów (?).
Może dlatego, że w rzeczywistości żadnego nie znam? :P
Północnych barbarzyńskich typów. Ale Conan odpada. Zresztą, Ademaro umiał grać na flecie... a właściwie był muzykalny i poetyczny. Hah...
A teraz na życzenie Miyi piszę romansik. Aż szkoda, że już wcześniej zaczęłam. Teraz opisałabym jej Ademaro :P
skomentuj (3)
2009-01-10 22:50:49 Poszukuję...
...właściwie to sama nie wiem czego.
Ale ładny wieczór (?) jest. Ciemno, ciepło (w domu) i zimno (na zewnątrz) jednocześnie; radio gra, światła miasta... e... świecą. Telefon milczy, ale to akurat nie wiem, czy dobrze. Pies mi zionie, bo mu za ciepło w moim pokoju (mógłby się wynieść, jak leży na dywaniku nic dziwnego, że mu gorąco. Zagłusza radio, bestia jedna). Na drukarce stoi taka śliczna kartka z pięcioma choinkami, czytam sobie, żeby się duchowo uśmiechnąć.
Bo to taka wiara w ludzi jest.
Trochę, jak Van pisała ostatnio o "Zmierzchu", o tym, jak po przeczytaniu świat na jakiś czas staje się piękny. Ostatnio dla mnie zrobił się piękny (tym razem sam z siebie, choć nie po lekturze i może nie aż tak piękny), choć mam kupę złych przeczuć i trochę strachu, ale... ale. (Metoda udawania, że nic się złego nie dzieje.)
I wszystko jest takie dziwne, poplątane, ale w sumie bardzo ładne.
Chciałabym z niektórymi osobami spędzić więcej czasu razem. Bardzo mi ich brak.
Nostalgia mnie ogarnęła.
Mogłabym komuś pomruczeć, drapana za uchem. I przytulić się.
...bardzo nostalgicznie.
skomentuj (2)
2008-12-08 22:51:09 aaaaaaaaaa!
Listopad nadszedł, odszedł i bezpowrotnie przeminął, a ja nie dodałam ani jednej notki. Skandal!
Co więcej, zorientowałam się siedem dni po jego przeminięciu. Świat się skończy, a ja przez tydzień nie zauważę.
Choć to, po części, wizja optymistyczna akurat.
Podzielę się więc listopadowymi różnościami. W punktach:
1. Reklama:
"1491. Ameryka przed Kolumbem", Charles C. Mann. Och, ach i w ogóle. Pouczające bardzo i wcale nie żartuję.
A oto jeden z mych ulubionych cytatów - "Stojąc w obliczu problemu ekologicznego, Indianie go rozwiązali. Zamiast się dostosowywać do przyrody, sami ją tworzyli wedle swych potrzeb. Właśnie byli zajęci kształtowaniem gleby w całym regionie, kiedy przypłynął Kolumb i wszystko zniszczył".
Proszę nie interpretować "tworzenia przyrody" jako czegoś, co robimy my (podli biali, będę rasistką) z większością "swoich" ziem.
2. Antyreklama:
Unikajcie facetów, którzy patrzą się na was wzrokiem cielęcia, któremu dobre pół godziny temu wyjęli mózg i nawet watą nie wypchali. Istnieje wielkie prawdopodobieństwo, iż facet taki, uznając, że jest seksowny, powie do ciebie "Nie bój się. To nie jest tabu. Możesz to zrobić". Ewentualnie, gdy odmówisz współpracy, doda "Nie bądź taka spięta". Nawet zmieszać z błotem nie możesz, bo żeby zauważył, musiałby mieć przynajmniej dwa neurony.
3. Paranoja:
Zasłuchuję się w Myslovitz, zwłaszcza w "Happiness is easy". Powoli zaczyna mi wypływać uszami.
To nawet anatomicznie się zgadza, by muzyka uszami wypływała, nie?
4. Proroctwa:
Jeśli w ogóle kiedykolwiek wyjdę za mąż (co jest wielce wątpliwe), to we wrześniu. Wyśniłam to!
5. Zażalenia:
Nie mogę pić alkoholu, bo potem mam nerwobóle w nogach. AA! Mam wiecznie niedobory, magnezu, fosforu i witamin z grupy B. Że niby za dużo stresu. Dobrze, że kawy nie pijam, bo bym już w ogóle była wiecznie znerwobólowana. A tak jestem tylko czasem.
Może będę przed piciem łykać witaminki?
6. Satysfakcja:
Nie ma to jak pograć we trzy w heroesy ^^
Normalnie dream team ;P
Ta. To byłoby tyle. Wypunkciłam :P
skomentuj (4)
2008-10-09 20:40:13 Zajęcia ze "Zwierząt w kulturze i sztuce" (A tak naprawdę w religii i sztuce)
Ciekawe:
Kultura chińska -> znaczenie kury: mit kosmogoniczny
Świat powstał z jaja pierwszej kury, żółtko stało się słońcem, a białko ziemią i oceanem. dialog:
- Wolę być białkiem niż żółtkiem.
- Ty powstałaś z tarczki zarodkowej.
Potem jeszcze trochę religioznawstwa. dialog wyimaginowany, na podstawie prawdziwych przeżyć:
- Jesteś jak klejnot.
- Nieużyteczna i szkaradnie oprawiona?
Ponadto jest zupełnie źle, źle, źle. I lepiej nie będzie. Ale to nie o studiach.
Kto by pomyślał, że w poprzedniej notce zdobędę się na taką szczerość i odwagę?